Gdynia z morza i marzeń ale bez żagli

0
12

Jest coś symbolicznego w tym, że właśnie w roku obchodów stulecia Gdyni zabrakło jednego z najbardziej charakterystycznych elementów Święta Morza. Żeglarska Parada Świętojańska – wydarzenie, które przez lata gromadziło na Zatoce setki żagli i tysiące widzów – została odwołana.

Oficjalny powód? Zbyt mała liczba zgłoszonych jednostek. Organizator, Pomorski Związek Żeglarski, uznał, że przy takiej frekwencji nie da się zachować rangi wydarzenia. I właściwie na tym można byłoby zakończyć temat. Tylko że trudno oprzeć się wrażeniu, iż problem jest znacznie głębszy.

Gdynia od początku swojego istnienia budowała swoją tożsamość wokół morza. Nie był to jedynie element krajobrazu ani hasło promocyjne. Morze było fundamentem, na którym powstało miasto. Port, Marynarka Wojenna, szkolnictwo morskie, żeglarstwo i gospodarka morska przez dziesięciolecia tworzyły jego charakter. Dlatego odwołanie parady nie jest wyłącznie informacją o jednym wydarzeniu. Dla wielu mieszkańców to symboliczny sygnał, że morska tożsamość Gdyni coraz częściej schodzi na dalszy plan.

Wystarczy sięgnąć do archiwów. W przedwojennych wydawnictwach Ligi Morskiej i Kolonialnej Święto Morza było jednym z najważniejszych wydarzeń państwowych. Miało przypominać, że Polska odzyskała dostęp do Bałtyku, a rozwój Gdyni był sprawą strategiczną dla całego kraju. Nawet w 1935 roku, po śmierci Józefa Piłsudskiego, uroczystości odbyły się, choć miały zupełnie inny, bardziej refleksyjny charakter.

Dziś sytuacja jest oczywiście inna. Nikt rozsądny nie oczekuje powrotu do przedwojennej oprawy. Pytanie brzmi jednak, czy miasto, które od stu lat przedstawia się jako „miasto z morza i marzeń”, nie powinno szczególnie dbać o wydarzenia przypominające o jego korzeniach.

Nie chodzi wyłącznie o jedną paradę

Od lat powracają dyskusje o miejscu żeglarstwa w Gdyni, o muzeum poświęconym historii polskiego morza, o rozwoju infrastruktury dla klubów żeglarskich czy o tym, jaką rolę w miejskiej polityce odgrywa dziś gospodarka morska. Każda z tych spraw osobno może wydawać się drobiazgiem. Razem tworzą jednak obraz miasta, które coraz częściej spogląda w stronę nowych wyzwań, zapominając o tym, od czego wszystko się zaczęło.

Gdynia nie przestanie być miastem nad morzem tylko dlatego, że jedna parada się nie odbyła. Warto zadać sobie pytanie, czy za kolejne sto lat mieszkańcy nadal będą kojarzyć Gdynię przede wszystkim z żaglami, portem i morską tradycją, czy raczej z miastem, które o swoim morskim dziedzictwie pamięta głównie podczas rocznic. Bo symbole mają znaczenie. Zwłaszcza w mieście, które narodziło się właśnie dzięki morzu.

fot. gdynia.pl

Paweł Kurski – publicysta, politolog, były radny dzielnicy Wielki Kack