Baranek Shaun i kudłata bestia w kinie Helios

0
52

Poszedłem z 11-latką, na zaproszenie gdyńskiego Kina Helios w Centrum Handlowym Riviera, na film dla dzieci i bawiłem się lepiej niż ona. Chyba.

Dorosły: Kiedy zaproponowałem ci wyjście do kina na „Baranka Shauna i kudłatą bestię”, nie byłaś chyba szczególnie przekonana, prawda? W końcu to animacja o owcach, które nie mówią, nie rzucają błyskotliwymi tekstami, nie opowiadają dowcipów i właściwie przez cały film komunikują się gestami, spojrzeniami oraz dziwnymi dźwiękami. Mogłaś pomyśleć, że to raczej propozycja dla młodszych dzieci niż jedenastolatki. Miałaś takie podejrzenia?

Dziecko: Yhm.

Dorosły: A jednak już po seansie okazało się, że brak dialogów wcale nie przeszkadza w opowiadaniu historii, a czasem wręcz pomaga, bo zamiast słuchać kolejnych wyjaśnień, trzeba uważnie patrzeć, co bohaterowie wyprawiają. I chyba właśnie w tym tkwi siła tej animacji: wystarczy odpowiednia mina, ruch głową albo kompletnie absurdalna sytuacja, żeby widz wiedział, co się dzieje. Przyznasz, że to działa?

Dziecko: Tak.

Dorosły: Co więcej, film nie próbuje na siłę udawać, że jest wielkim dziełem o trudnych problemach współczesnego świata. Nie ma tu przemówień o przyjaźni, lekcji moralności wygłaszanych przez bohaterów ani scen, w których ktoś tłumaczy nam, co właśnie powinniśmy poczuć. Jest za to mnóstwo pomysłowych gagów, nieoczekiwanych zwrotów i humoru, który działa właśnie dlatego, że twórcy nie traktują widza jak kogoś, komu trzeba wszystko wyłożyć na tacy. Można się przy tym po prostu dobrze bawić, bez analizowania każdego kadru. To chyba całkiem przyjemna odmiana?

Dziecko: Pewnie.

Dorosły: Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że siedziałem na seansie i śmiałem się z sytuacji, które teoretycznie powinny bawić przede wszystkim dzieci. A przecież humor wizualny nie ma metryki. Dorosły też potrafi docenić perfekcyjnie rozegraną katastrofę, nieporozumienie czy bohatera, który z pełną powagą robi coś kompletnie niedorzecznego. I nagle człowiek odkrywa, że nie musi znać żadnych internetowych trendów ani aktualnych dziecięcych żartów, żeby mieć z animacji mnóstwo frajdy. Też zauważyłaś, że ten film potrafi rozbawić nie tylko najmłodszych?

Dziecko: Tak.

Dorosły: Oczywiście początkowy sceptycyzm nie zniknął magicznie w pierwszej minucie. Trzeba było dać filmowi szansę i wejść w jego specyficzny świat, w którym bohaterowie nie wypowiadają ani jednego normalnego zdania, a mimo to potrafią przekazać więcej niż niejeden filmowy bohater po pięciu minutach tłumaczenia swoich uczuć. I kiedy już zaakceptuje się tę konwencję, okazuje się, że to nie brak słów jest ograniczeniem, ale całkiem sprytny sposób na budowanie komedii. Ostatecznie warto było dać Shaunowi szansę?

Dziecko: Yhm.

Dorosły: No i najważniejsze pytanie: czy poleciłabyś ten film komuś w swoim wieku, nawet jeśli na początku uznałby, że animacja o baranku to niekoniecznie coś, na co ma ochotę? Bo ja po seansie wyszedłem z kina bardzo zadowolony, a ty – mimo początkowych wątpliwości – również uznałaś, że było fajnie. Wygląda więc na to, że „Baranek Shaun i kudłata bestia” zaliczył całkiem udaną próbę przekonania do siebie dwóch widzów z różnych pokoleń. Możemy uznać, że wspólne wyjście do kina było sukcesem?

Dziecko: Tak!

Dorosły: Czyli następnym razem też mogę wybrać film?

Dziecko: Nie przesadzaj.

Fot. Helios

Oprac. Paweł Musiał

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj