Są w kalendarzu daty podniosłe, są ważne i są takie, które po prostu pachną olejem i cukrem pudrem. Tłusty Czwartek należy do tej ostatniej kategorii. To święto bez patosu, za to z lukrem na palcach i niepisaną zgodą społeczną: dziś nikt nie liczy kalorii. Liczy się tylko to, ile pączków zdążysz zjeść, zanim ktoś w pracy zapyta: „To już trzeci?”.
Zanim pączek stał się królem witryn cukierni, był raczej… słoną przekąską. W dawnej Polsce smażono kulki z ciasta chlebowego nadziewane słoniną lub mięsem. Brzmi jak coś między przekąską rycerską a eksperymentem kulinarnym po ciężkim tygodniu. Dopiero później ktoś wpadł na pomysł, by zamiast słoniny włożyć do środka konfiturę. Reszta jest historią – i sporą ilością cukru.
Tłusty Czwartek to ostatni czwartek przed Wielkim Postem. W praktyce: ostatnia legalna rozpusta przed czasem wyrzeczeń. W teorii należało się najeść „na zapas”. W praktyce robimy to do dziś, tylko bez wymówki postu – bo przecież nie trzeba mieć powodu, by zjeść dobrego pączka.
Pączek idealny nie istnieje. A jednak.
Wielka debata narodowa trwa: lukier czy cukier puder? Róża czy adwokat? A może pistacja, która weszła na salony jak celebryta z własnym PR-em? Jedni twierdzą, że prawdziwy pączek musi mieć konfiturę różaną i skórkę pomarańczową. Inni uważają, że jeśli w środku jest coś zielonego i drogiego, to znaczy, że jest nowocześnie.
Prawda jest prosta: dobry pączek to taki, który znika szybciej, niż zdążysz zrobić zdjęcie. Ma być puszysty, lekki i tak świeży, żeby lukier jeszcze nie zdążył się obrazić na rzeczywistość.
Miasto na słodkim dopingu
W Gdyni Tłusty Czwartek to nie tylko kolejki do cukierni, ale też coroczny test cierpliwości i silnej woli. Jedni ustawiają się o świcie, bo „najlepsze schodzą pierwsze”. Inni wpadają po południu i udają, że kupują dla biura. Wszyscy wiedzą, że przynajmniej jeden pączek zniknie jeszcze w drodze. To dzień, w którym dietetycy milkną, a rozsądek siedzi w kącie i czeka do piątku. Bo Tłusty Czwartek rządzi się własnymi prawami: jeśli nie zjesz pączka, podobno nie będzie ci się wiodło przez rok. Naukowych dowodów brak, ale po co ryzykować?
Ile to za dużo?
Oficjalnie mówi się, że „jeden wystarczy”. Nieoficjalnie – to liczba, od której dopiero zaczyna się rozmowa. W polskiej tradycji nie chodzi o rekordy, tylko o rytuał. O to, żeby zatrzymać się na chwilę, ubrudzić palce lukrem i przypomnieć sobie, że przyjemności nie zawsze muszą mieć sens.
Pączek jest demokratyczny. Łączy ludzi ponad podziałami, planami dietetycznymi i postanowieniami noworocznymi. W Tłusty Czwartek wszyscy jesteśmy równi wobec cukru pudru.
Morał?
Zjedz pączka. A potem jeszcze jednego. Nie dla statystyki, nie dla tradycji – dla czystej przyjemności. Bo są dni, kiedy świat można naprawić rozmową. A są takie, kiedy wystarczy dobrze usmażone ciasto z nadzieniem. Tłusty Czwartek zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Paweł Musiał – redaktor naczelny portalu esencjagdyni.pl, prezes zarządu agencji reklamowej ESENCJA, członek Zarządu Fundacji ARKUN, były członek Rady ds. Budżetu Obywatelskiego, Komitetu Rewitalizacji i zespołu tematycznego UrbanLab do spraw rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i partycypacji przy Prezydencie Miasta Gdynia, były wiceprzewodniczący Rady Dzielnicy Leszczynki, założyciel Forum Gdyńskich Rad Dzielnic.















