Gipsowe nieszczęście

Czy złamana ręka lub noga jest przeciwskazaniem do wysłania dziecka do przedszkola?

Wielu rodziców boryka się z tym pytaniem a niestety odpowiedz nie jest prosta. Z jednej strony dziecko z gipsem nie jest chore, nie zaraża, nie rozsiewa zarazków, jednak mimo wszystko wymaga dodatkowej, stałej opieki. Nie poradzi sobie samo z prostymi czynnościami jak chociażby wyjście do toalety, przejście z jednej sali do drugiej czy zjedzenie posiłku. Z drugiej strony sześć tygodni bez zajęć w przedszkolu, kontaktu z rówieśnikami, wspólnej zabawy na pewno nie pomoże naszemu maluchowi w szybkim powrocie do zdrowia. Poza tym, aż strach pomyśleć, jak zareaguje pracodawca, na tak długie zwolnienie na opiekę nad dzieckiem?

Idealnym rozwiązaniem jest jednak możliwość uczęszczania malucha z gipsem na zajęcia przedszkolne. Zrozumiały jest jednak strach Pań przedszkolanek, pomijając już kwestie dodatkowych obowiązków, którym nauczycielom i tak nie brak jest jeszcze obawa, że zrobią coś nie tak, a tym samym chcąc dobrze zaszkodzą maluchowi.

W mojej opinii należy zacząć od rozmowy i wspólnego ustalenia najlepszego rozwiązania. Na początek dziecko niech przebywa w placówce dwie-trzy godziny dziennie. Rodzic przyprowadza przedszkolaka gotowego do działania, najedzonego i wysiusianego. Maluch uczestniczy przynajmniej w zajęciach edukacyjnych więc zaległości nie narastają, a dodatkowe obowiązki spoczywające na nauczycielu byłby zminimalizowane.

Jestem mamą pięcioletniego Adasia, który niestety złamał nogę. Gdy minął początkowy ból i strach, a przed nami zostało jeszcze pięć tygodni gipsu zaczęłam się zastanawiać co dalej? Jak pogodzić moje obowiązki a równocześnie nie skazując dziecka na okropnie długi pobyt w domu i brak kontaktu z rówieśnikami? Dzięki wyrozumiałości nauczycieli i współpracy wszystkich zainteresowanych udało się sprawić, że dziecko uczęszcza do przedszkola. Na początku „na chwilę” potem gdy już w miarę normalnie funkcjonował i poruszał się sam mimo wielkiego gipsu, na coraz dłużej. Koledzy i koleżanki z grupy pospieszyli z pomocą i dla wszystkich było to nowe doświadczenie.

Oprac. Kasia Frąszczak